czwartek, 27 kwietnia 2017

6.

Wzięłam głęboki oddech i zadzwoniłam. Odebrała moja mama.
- Halo?
-Cześć mamo - powiedziałam cicho.
- Cześć córeczko - odpowiedziała. Wydawało mi się, że nawet się ucieszyła z tego, że zadzwoniłam.
- Czy możemy spotkać się gdzieś w tym tygodniu? - zapytałam niepewnie - Chciałabym się pogodzić.
- Tak się cieszę, że zadzwoniłaś. Ja już od dawna zbierała się na to, ale nie miałam odwagi - powiedziała co bardzo mnie ucieszyło. - Ale skoro już chcesz się spotkać to może przyjedziecie razem z Michałem i moją wnusią do nas?
- Nie wiem. Może. Muszę jeszcze zapytać się Michała. Dam ci znać czy przyjedziemy i jak już to kiedy. Dobrze?
- Dobrze. Czekam na was dzieciaczki - pożegnała się.
- Pa - odpowiedziałam i rozłączyłam się. Odłożyła telefon i zeszłam do kuchni.
- Moja mama chce, abyśmy przyjechali do Rzeszowa - powiedziałam wchodząc. 
- Powiedziała kiedy możemy? - zapytał.
- Kiedy chcemy.
- Wiesz, za niedługo mamy mecz wyjazdowy z Asseco Resovią, więc może wtedy. Mecz jest w piątek, a my byśmy zostali na weekend i wróciliśmy w niedzielę wieczorem - zaproponował.
- Ok - zgodziłam się. - Jutro zadzwonię do mamy i jej to powiem.
- Dobrze. Ja zbieram się na trening. Wrócę pewnie wieczorem - powiedział i mnie pocałował. A potem Maję. Zostałyśmy  same. Nie miałam pomysłu co będziemy robić. Na początku pobawiłam się trochę z dziewczynką. Później Maja zrobiła się trochę śpiąca, więc ją uspałam. Gdy zasnęła nie miałam siły na nic. Usiadłam na kanapie i włączyłam sobie telewizor. ,, Skakałam" po kanałach. W końcu natrafiłam na jakiś serial. Pooglądałam go, a później włączyłam Polsat Sport. Akurat leciała powtórka meczu Jastrzębskiego Węgla z Cuprum Lubin. Nasi wygrali. W między czasie obudziła się też Maja. Nakarmiłam ją, a potem usiadłam z nią na kanapie. Dziewczynka bawiła się grzechotkami i mówiła po swojemu. Była bardzo wesoła. Wieczorem wrócił Michał. Trochę porozmawialiśmy, a potem poszliśmy spać. Obudziłam się następnego dnia o 8. Wstałam i ubrałam się. Poszłam jeszcze do pokoju Mai. Dziewczynka słodko spała. Zeszłam więc na dół i zaczęłam robić jajecznicę. Byłam pewna, że Misiek zaraz wejdzie do  kuchni. Tak jak myślałam mój mąż po chwili zjawił się w pomieszczeniu. Przytulił się do mnie mocno i pocałował w policzek.
- Dzień dobry kochanie. 
- Mmm. Takie powitania to ja mogę mieć codziennie - zamruczałam. 
- Za dobrze by ci było - wystawił mi język. 
- Siadaj do stołu. Zaraz będzie śniadanie. 
Michał usiadł, a ja nałożyłam mu jajecznicę.
- Mmm. Ale pychotka. Mogłabyś takie śniadanie robić codziennie.
- Za dobrze by ci było - powtórzyłam jego wcześniejsze słowa. - Ale przecież zawsze jest dobre śniadanie. 
- No czy ja wiem. Może tak. Ale dzisiaj jest znakomite - powiedział ładnie się uśmiechając.
- Ty mi się już lepiej tak nie podlizuj tylko mów co chcesz - od razu odkryłam jego intencje.  
- Nic nie chcę.
- Na pewno? - zapytałam.
- No dobra. Chciałem zabrać Maję na trening. Pozwolisz mi? - zrobił oczka kotka ze Shreka.
- Zobaczymy jak się będziesz starał - puściłam mu oczko.

###############
Przepraszam, że tak długo nic nie było i że taki krótki, ale w ogóle nie miałam weny😑. Nie wiem kiedy będzie następny rozdział. 🤔 Postaram się jak najszybciej go napisać. Ale nic nie obiecuję. Teraz mam chwilkę czasu, bo jestem już po egzaminie😎 i mam trochę luzu w szkole. Do napisania. 😉

3 komentarze:

  1. Wiem jak to jest z brakiem weny! Mnie również ostatnio dopadła ta przypadłość. Cieszę się, że wróciłaś. Rozdział cudowny! Pozdrawiam i życzę weny! 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Igła szył siatkówkę na miarę. My staramy się uszyć siatkarski spis z nici, które łączą wszystkie siatkarskie opowiadania – szyjemy słowem. :) Jeśli masz ochotę pomóc nam się rozkręcić, zapraszamy:
    http://slowem-szyte.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń